Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/do-symbol.stargard.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
- Cholera! Wiesz jak łatwo to można podsłuchać?!

Milla zrobiła sobie jeszcze delikatny makijaż. Perfumy, biżuteria,

- Cholera! Wiesz jak łatwo to można podsłuchać?!

- Przekonałam ją do założenia nowego konta w banku i do
ściany. Telewizor był podłączony do anteny satelitarnej, mieli
- O Boże - zrobiło się jej niedobrze.
Duszę Cassidy ścisnęła rozpacz, ale nie chciała tracić nadziei. Do cholery, potrafi być tak samo uparta jak on. Znajdzie sposób, żeby się przebić przez mur, jakim się otoczył. Obawiała się jedynie, że kieruje nią poczucie winy, a nie miłość. - Opowiedz mi o Marshallu Baldwinie. Bill Laszlo dopadł Cassidy, kiedy nalewała sobie kawy z ekspresu do kubka. Spojrzała na poranne wydanie „Timesa”, to samo, które widziała na stole w kuchni. Chase wyszedł z domu od razu po sprzeczce. Nie chciał, żeby go podwiozła. Wziął pickupa z automatyczną skrzynią biegów i jakoś udało mu się dojechać do miasta. - Baldwin zginął w pożarze. - Tyle to i ja wiem. Cholera, w końcu to ja napisałem ten artykuł. - Ruchem głowy wskazał krótką notkę zatytułowaną: „Businessman z Alaski zidentyfikowany”. - Ale kto to naprawdę był? Cassidy wsypała do kawy śmietankę w proszku. - Nie wiem. - Oczywiście, że wiesz. Lepiej uważaj. To cię zabije. Pełno w tym konserwantów i innych świństw. Nie widzisz napisu: bezmleczne? - Dziękuję za radę. - Wsadziła patyczek do mieszania do jednorazowego kubka. - Słuchaj, Cassidy. Na pewno coś wiesz o Baldwinie. - Wiem tylko to, co przeczytałam w gazetach, czyli to, co ty napisałeś. Był przemysłowcem z Alaski. Miał kilka tartaków, uprawę ziemniaków, chyba jakąś przetwórnię rybną i sporo ziemi. Dawał dużo pieniędzy na cele charytatywne. - Tak twierdzi jego agent od reklamy. - A miał takiego? Laszlo nie dał się zbić z tropu. - Chcę wiedzieć, jakim był człowiekiem. Kim naprawdę był? Z tego, co słyszałem, nie miał rodziny. Czy to nie bezsens? Tyle forsy, a spadkobiercy nie ma. Ani nawet testamentu. - Ktoś się upomni o jego pieniądze. - Mam nadzieję. Chciałbym się dowiedzieć o nim czegoś więcej. - Wziął kubek z górnej półki. - A co mówi Chase? Cassidy była ostrożna, ale uznała, że może powiedzieć Billowi to, czego dowiedziała się od Chase’a. - Wiem tylko, że Baldwin przyjechał zaproponować Chase’owi, żeby obrabiał jego drewno. - Wierzysz w to? Czy my wysyłamy drewno do Japonii? Na Alasce nie ma tartaków? Przecież on sam miał kilka. - Laszlo nalał sobie trochę gorącej wody i zamoczył w kubku torebkę ziołowej herbaty. Zadawał pytania, które i ją dręczyły. Nie chciała mówić mu o tym, że Chase nosił się z zamiarem sprzedania swoich udziałów w firmie Buchanana. Jeszcze nie teraz. - Daj spokój, Cassidy, nie nabieraj nabieracza. Wiem, że jeszcze przed pożarem chciałaś od niego odejść. Chase ożenił się z fortuną Buchanana, a nie z tobą. A teraz nagle wszystko pięknie, ładnie? Małżeństwo kwitnie, a ty starasz się go chronić? - Jeżeli mi nie wierzysz, zadzwoń do Chase’a - powiedziała ostrym, poirytowanym głosem. - Dzwoniłem. Nie jest zbyt rozmowny. - Może dlatego, że ma w szczęce druty. - A może dlatego, że ma coś do ukrycia. Wzięła kawę i poszła w stronę swojego biurka. Bill ruszył za nią. - Zostaw mnie w spokoju, Bill. Mam robotę. - Ja też. - Więc się za nią zabierz i przestań mnie dręczyć, bo ja naprawdę nie mam informacji, o które ci chodzi. Nie zwrócił uwagi na to, co powiedziała. Cassidy przeszła między biurkami do swojego stolika. Selmy jeszcze nie było. Bill usiadł obok Cassidy. Spojrzała na komputer i chciała go wyłączyć. Straszny facet. Nie był złym dziennikarzem. Do tego cholernie uparty. Wzięła do ręki kubek z kawą i pociągnęła łyk. Była dla niej trochę za mocna. Zabrała się za artykuł, który zaczęła poprzedniego dnia. Bill wyrzucił torebkę z herbatą do popielniczki Cassidy. - Marshall zjawia się na Alasce w 1977 roku. - I? - Niecałe dwa miesiące po pożarze. - Nie rozumiem, do czego zmierzasz. - Serce łomotało jej jak młotem i bała się, czy Laszlo tego nie słyszy. - Nie miał rodziny. Ani przyjaciół. Nikogo. O ile wiem, przyjechał goły i wesoły. Nie miał nawet porządnego płaszcza. Wiesz, jak jest zimno na Alasce w listopadzie? Dostaje pracę, bierze gdzieś kredyt, żeby kupić sobie ciepłe ciuchy i wprowadza się do najtańszej nory. Twierdzi, że ma dwadzieścia dwa lata. A ile naprawdę, nikt nie wie. Mógł być młodszy. - Albo starszy, jeżeli kłamał.
Ze środka dobiegło szuranie, potem drzwi uchyliły się na
Poszukiwacze. O tych, które skończyły się dobrze, i o tych
zajęć. Hotel okazał się schludnym i całkiem przyjemnym miejscem,
wspólnego... Jest adoptowany - syknęła z irytacją. - Specjalnie
siebie pisk protestu i cofnęła się o kilka kroków. Mężczyzna tylko
126
Tracimy ją, pomyślał David. Milla umrze tu, na jego oczach,
będzie musiał zabijać, by źli ludzie upewnili się, że jednak ciągle nie
zrobić coś w tym kierunku. To byłoby jak wchodzenie do klatki
przewiesić ją sobie przez ramię, Diaz obszedł już auto dookoła,

- Z policją? Nie wiem - przyznała. - Dostałam tę kopertę wczoraj. Z kim miałabym się skontaktować? Z policją

- Chetnie ci pomoge. Cos jeszcze?
kurczyło, cos sciskało ja za serce, jakby... jakby nic, czego w
przyjdzie czas. Kto wie? Zdarzały sie jeszcze dziwniejsze
- Poprawka: musimy ją znaleźć.
- Musisz.
głowa. Postanowiła nie zwracac uwagi na tesciowa. - Mo¿e
- Marla, prosze, wróc do mnie. Do nas - wyszeptał Alex
odzyskała spokój. McCallum nie mógł jej zaszkodzić. Nie odważyłby się.
¿e on spojrzał na nia przelotnie, ale zaraz odwrócił wzrok.
- O, tak.
pierwszej chwili miała ochote zaprotestowac. Nie spodziewała
żebym ją skrzywdził, co? I nie chciałabyś, żebym jej zrobił to, co zrobiłem tobie, nie chciałabyś, żeby cierpiała,
nadgarstek, chcac sprawdzic, która godzina, ale nie miała na
chusteczek i Biblia. Było tu sterylnie. Cicho. W tej sali jedni dochodzili do zdrowia, a inni umierali.
- Podwiozę cię. - Shep zaproponował Viancę, obejmując ją opiekuńczym ramieniem. Dobry Boże, ależ

©2019 do-symbol.stargard.pl - Split Template by One Page Love